Co jak co, ale jajecznicę po prostu wypada umieć robić.
Nie za suchą, nie za wodnistą, w sam raz wilgotną,
i niechby nie przesoloną...
Ja robię to tak:
na rozgrzany olej wrzucam pokrojoną w zgrabne kostki kiełbaskę
(lub/i cebulkę). Gdy jest już podrumieniona wbijam wprawnie tyle jaj,
ile domowników do poczęstowania.
Delikatnie mieszam białko, tak by nie uszkodzić żółtek.
Gdy białko jest już ścięte (czyli białe) mieszam całość, łącznie z żółtkami.
I prawie natychmiast ściągam z gazu. Sól do smaku.
Smaczna jest taka jajecznica jedzona na gorąco, podana z jeszcze ciepłymi grzankami np, z razowego chleba, posmarowanymi maśłem dopiero po wyjęciu z opiekacza (cenię taki zaciskany, jak gofrownica).
Mniam, mniam...
Agnieszka
Mama Dużej Rodzinki

PS. Co poniektórzy, jak mój śp. Tata przepadają za jajecznicą
usmażoną ze świeżym lubczykiem...
Nie za suchą, nie za wodnistą, w sam raz wilgotną,
i niechby nie przesoloną...
Ja robię to tak:
na rozgrzany olej wrzucam pokrojoną w zgrabne kostki kiełbaskę
(lub/i cebulkę). Gdy jest już podrumieniona wbijam wprawnie tyle jaj,
ile domowników do poczęstowania.
Delikatnie mieszam białko, tak by nie uszkodzić żółtek.
Gdy białko jest już ścięte (czyli białe) mieszam całość, łącznie z żółtkami.
I prawie natychmiast ściągam z gazu. Sól do smaku.
Smaczna jest taka jajecznica jedzona na gorąco, podana z jeszcze ciepłymi grzankami np, z razowego chleba, posmarowanymi maśłem dopiero po wyjęciu z opiekacza (cenię taki zaciskany, jak gofrownica).
Mniam, mniam...
Agnieszka
Mama Dużej Rodzinki

PS. Co poniektórzy, jak mój śp. Tata przepadają za jajecznicą
usmażoną ze świeżym lubczykiem...
































